Pulsometr.


Dziwny tytuł na blogu o minimalizmie, prawda? Już tłumaczę, dlaczego o tym piszę.
Kilka lat temu, kiedy intensywniej jeździłem na rowerze, kupiłem sobie gadżet, który miał być moją drogą do lepszych wyników - czyli właśnie pulsometr. Jak działa takie urządzenie chyba nie trzeba tłumaczyć - po prostu zapisuje puls podczas treningu. Na podstawie odczytów można później modyfikować obciążenia treningowe w taki sposób, aby osiągnąć zamierzony efekt (czyli np. spalenie tkanki tłuszczowej, albo zwiększenie kondycji). Prawda jest taka, że wtedy zakup był jedynie spełnieniem zachcianki, potrzeby posiadania rzeczy, którą ma każdy profesjonalista. Kompletnie nie wiedziałem jak się nim posługiwać, ponieważ nie miał dołączonej polskiej instrukcji. Szybko więc trafił do szafy i przeleżał tam kilka lat.


Ostatnio postanowiłem go odkurzyć i uruchomić. Nie będę przecież jako minimalista pozbywał się użyteczniej i w pełni sprawnej rzeczy, która w dodatku może mi pomóc wrócić do właściwej kondycji! Jak pomyślałem, tak uczyniłem. Znalazłem w internecie angielskojęzyczną wersję instrukcji i dokładnie ją przestudiowałem. Wiem już jak korzystać z tego gadżetu ;)

Zrobiłem pierwszy trening. Okazało się, że dotychczas jeździłem zdecydowanie za szybko do swoich zamierzeń. Kilka lat wstecz każdy trening mający w założeniu spalać tłuszcz spalał moje mięśnie. Po prostu przeciążałem organizm, kiedy wydawało mi się, że "tak ma być".

Więc jak tu wyjaśnić połączenie pulsometru i minimalizmu? Otóż prosto - czasem wystarczy MNIEJ, by osiągnąć zamierzony efekt. Co więcej, nadmiar może szkodzić w drodze do upragnionego celu, nawet jeśli wydaje nam się, że konieczne jest WIĘCEJ. 

I jeszcze jedna ważna rzecz łącząca pulsometr z minimalizmem. Pulsometr służy do monitorowania serca i poprawiania swojego zdrowia. A każdy minimalista dba o zdrowie, prawda?

Cieszę się, że nie wyrzuciłem tego gadżetu. 

Komentarze




zBLOGowani.pl

Popularne posty