W końcu na rowerze!

Przeprowadzka do Tilburga wprowadziła wymuszoną, choć niesamowicie potrzebną zmianę - przesiadłem się z samochodu na rower. Praktycznie codziennie dojeżdżam 10km do pracy (poza weekendami), niezależnie czy pada deszcz, czy wieje (a wieje często), czy pada śnieg (na szczęście bardzo rzadko). Koszty paliwa zmalały do zera, za to naprawdę czuję dobroczynne działanie pedałowania. Podobno po 20 minutach spokojnej aktywności wydzielają się endorfiny, które odpowiadają za poczucie szczęścia. W moim rowerowym doświadczeniu muszę to w pełni potwierdzić - nie spodziewałem się, że wracając po pracy nocą w deszczu i chłodzie, przy porywistym wietrze, będę szeroko się uśmiechał! Rower daje niesamowitą frajdę, poprawia nastrój, dotlenia i wspomaga walkę z nadmiarem sadełka ;)


Ta zmiana sprawiła, że nie mogę teraz nadziwić się, jak wiele paliwa i pieniędzy zmarnowałem na dojeżdżanie raptem 6km do pracy, którą miałem w Polsce. Co więcej, w ojczyźnie miałem do dyspozycji dużo lepszy rower, znacznie szybszy i bezpieczniejszy, niż tutaj. W Tilburgu mam jedno przełożenie i hamulec "nożny" w tylnej pieście koła. Mimo tego nadal cieszę się na myśl o rowerowej podróży do pracy! 


Regularne rowerowe przejażdżki wpłynęły też na apetyt i jakość snu. Śpię krócej, za to budzę się pełny energii i gotowy do działania! Ot, choćby do takiego, by przygotować solidne śniadanie :)


Konieczność wymusiła zmianę - a zmiana okazała się być korzystną! Warto więc czasem dać się do czegoś przekonać, bądź zostać zmuszonym, by czerpać z tej rzeczy radość i osiągać nowe, minimalistyczne cele! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...