Dlaczego wciąż jeżdżę starym samochodem?

Uwielbiam samochody. Podziwiam projekty i wykonania włoskich i angielskich marek, oraz precyzję i jakość japońskich gigantów motoryzacyjnych. Czerpię wielką przyjemność z odwiedzania muzeów poświęconych motoryzacji (miłośników zapraszam do rzucenia okiem na moje zdjęcia z muzeum Lamborghini, Ferrari i Panini-Maserati). Zachwycam się nowinkami technicznymi i nowoczesnymi sposobami przemieszczania się za pomocą czterech kółek. Tradycyjne sprzęty ubóstwiam na równym poziomie, co najświeższe technologiczne cudeńka.
Jeżdżę od kilku lat starą Toyotą.

Samochód który posiadam ma mały silnik 1,3 i ok 85 koni - nie można nazwać go z całą pewnością sportowym, ani mocnym. Jest to trzydrzwiowy kompakt, tzn, ma dwoje drzwi i klapę bagażnika - więc nie jest też to samochód rodzinny. Nie ma haka, bagażnika dachowego - pojemność to też nie jest jego mocna strona. W dodatku jest względnie brzydki, bardzo poobdzierany i nie ma klimatyzacji.

Dlaczego więc jeżdżę tym właśnie staruszkiem? Bo samochód ten w zupełności spełnia moje codzienne potrzeby! 
Wraz z Drugą Połówką kupiliśmy w zeszłym roku duże, stosunkowo nowe, bardzo zadbane, pojemne i wygodne auto (z klimatyzacją!) jednego z niemieckich producentów. Potrzebowaliśmy go, bo chcieliśmy wybrać się na dwie podróże i zależało nam na zabraniu ze sobą dużej ilości sprzętu potrzebnej do życia i zabawy w południowych rejonach naszego kontynentu. Kiedy wróciliśmy do Polski mieliśmy chwilowy dylemat - zostawić sobie ten samochód, czy go sprzedać? Po wyliczeniu zalet i wad posiadania takiego auta bez żalu sprzedaliśmy go po kilku dniach od wystawienia ogłoszenia w internecie.

Samochód którym poruszam się na codzień jest bardzo, bardzo ekonomiczny. Ma założoną instalację gazową, dzięki czemu koszt przejazdu 100km w trybie mieszanym to ok. 15zł! Najważniejsze jest dla mnie w nim bezpieczeństwo - dbam o to by opony były nowe, a części eksploatacyjne na bieżąco sprawdzane i wymieniane w miarę potrzeby. Z racji, że jest to auto dość popularne, to ceny przeglądów i ewentualnych napraw (piszę "ewentualnych", ponieważ model ten jest naprawdę mało awaryjny!) są naprawdę niskie. Co ciekawe, po złożeniu tylnej kanapy do środka mieści się o wiele, wiele więcej rzeczy do przewiezienia, niż duże zakupy z supermarketu ;) A brak klimatyzacji uzupełniam metodą południowców - w gorące dni po prostu jeżdżę z uchylonymi do spodu szybami!

Traktuję samochód "codzienny" jako urządzenie transportowe. Chwilowa wymiana na nowsze, niemieckie kombi nie sprawiła, że moja jazda diametralnie się zmieniła: na autostradach zarówno jednym, jak i drugim samochodem nie przekraczałem prędkości 140km/h (a poziom hałasu we wnętrzu w obu pojazdach przy tej prędkości jest podobny).  Klimatyzacja jest  świetnym rozwiązaniem na trasy powyżej 500km, tyle że sam na takie odległości jeżdżę może 2 razy w roku. Pojemność bagażnika również nie jest mi potrzebna w codziennym użytkowaniu. Za to wyższe koszty utrzymania dużego auta, większy koszt przejechania 100km (w zeszłym roku za paliwo do kombiaka płaciłem ok 26zł za 100km), dużo większe ceny napraw - to sprawiło, że pozostawiliśmy starą Toyotę jako główny pojazd.

Minimalizm pomógł mi zrozumieć, że uwielbienie do pięknych samochodów nie musi wiązać się z potrzebą zakupu takowego. Osobiście uważam, że emocje jakich można doświadczyć wynajmując supersamochód mogą być równie ciekawe, jak te, które doświadcza się posiadając takowy. Za to korzyści finansowe wynikające z niewydawania pieniędzy na motoryzację są gigantyczne!

Lubię swój stary, poobijany i niemodny samochód! 

pixabay.com



Komentarze




zBLOGowani.pl

Popularne posty