Patriotyzm konsumencki.

Podróżując po Europie zauważyłem fantastyczne zjawisko, jakim jest powszechny patriotyzm konsumencki. W krajach bogatszych od Polski ludzie decydują się wybierać produkty tworzone lokalnie, a w dodatku są za takie produkty więcej zapłacić. We Włoszech uderzyło mnie to szczególnie, bo na każdym kroku widać umiłowanie Włochów do rodzimych twórców. Jest to zjawisko kompletnie odmienne od tego, które możemy wciąż obserwować w Polsce. U nas niestety wciąż pokutuje przekonanie, że lepsze niemieckie/amerykańskie/japońskie/francuskie itd. Co ciekawe, wciąż tkwimy też w stereotypie, że chińskie wytwory są gorszej jakości (a to zdecydowanie prawdą nie jest).

Dlaczego jest tak, że nie doceniamy własnych marek?
Moim zdaniem powody tego stanu wywodzą się z historii. I i II Wojna Światowa niszczyła Polskę doszczętnie, a następnie sowiecka i komunistyczna okupacja (bo tak trzeba nazwać okres do 89 roku) wyjałowiła produkcję i spowodowała w Polakach przekonanie, że u nas tworzy się artykuły gorszej jakości. I nie dziwne, że ludzie zachwycali się Pewexami, w których można było dostać porządnej jakości produkty z zachodu. W latach 80 tych i 90 tych XX wieku Niemcy, USA czy Japonia oferowały jakość nieporównywalnie większą od naszej produkcji. Rzecz w tym, że czasy się zmieniły, świat (w tym Polska) poszedł do przodu i dziś możemy przestać uważać, że najlepsze adidaski i samochody muszą być od naszego zachodniego sąsiada, a telewizor lub zestaw hi-fi koniecznie z Kraju Kwitnącej Wiśni.

Stawiajmy na patriotyzm konsumencki. Co prawda ciężko dziś kupić samochód z rodzimych zakładów, ale większość produktów codziennego użytku zdecydowanie warto zastępować polską produkcją lub rzeczami tworzonymi dla polskich marek.

Marzy mi się dzień, w którym w mojej ojczyźnie będę mógł widzieć ludzi, którzy cieszą się z faktu, że ich własność powstała w polskich zakładach!

źródło: pixabay.com
Mam ochotę wprowadzić na blogu również recenzje produktów, które wydają się niezastąpione w moim minimalistycznym życiu, mam nadzieję, że z czasem większość z opisywanych przedmiotów będzie produkcji polskiej!

Życie bez żelazka.

Kilka miesięcy temu, przed przeprowadzką do Holandii, nie wyobrażałem sobie życia bez żelazka. Moje ubrania w większości wymagały prasowania po wyschnięciu, więc było to dla mnie narzędzie niezbędne. Jednak odkąd mieszkam w Tilburgu, kompletnie nie korzystam z prasowania! 
Jak to możliwe? Otóż moja pomniejszona garderoba składa się głównie z ciuchów z materiałów syntetycznych i półsyntetycznych - dzięki temu ubrania praktycznie prostują się same podczas suszenia. Co z tym się wiąże - brak żelazka sprawia, że szukam odzieży która w przyszłości nie wymusi na mnie jego zakupu ;) Chciałbym przerzucić się całkowicie na produkty z wełny merynosów, ale ciężko mi wciąż uzasadnić sobie zakup t-shirta za prawie 300 zł, lub spodni za 850 zł, pomimo oczywistych zalet materiału, z jakiego są wykonane.

Niesamowite, jak wiele rzeczy wydaje się być koniecznych w każdym domu, a jednak wcale takimi nie są. Myślę, że kolejnym produktem do wyeliminowania może być np. czajnik elektryczny - pytanie tylko, czy warto rezygnować z wygody, na rzecz tylko i wyłącznie pomniejszenia stanu posiadania? 

źródło: pixabay.com

Procent składany.

Każdy kto interesuje się finansami zna zasadę procentu składanego - ogólnie chodzi o to, że nawet najmniejsze oszczędności regularnie odkładane potrafią z pomocą różnych instrumentów finansowych (konta oszczędnościowe, lokaty, fundusze itp.) przynieść górę pieniędzy. Co więcej, na procencie składanym można zarówno stracić (płacąc raty, odsetki od kredytów, niezapłaconych w terminie rachunków itp. - zyskują wtedy banki, telekomy itd.), jak i wzbogacić (przez uzyskiwanie przychodu w postaci odsetek od wspomnianych wcześniej oszczędności ulokowanych w różny sposób). Uważam, że zasadę procentu składanego powinno uczyć się dzieci w szkołach już od najmłodszych klas podstawówki i dziwi mnie, że do teraz nikt jeszcze nie wymusił tego w zmianach programu nauczania.

Osobiście korzystam głównie z bezpiecznych form lokowania oszczędności i najczęściej decyduję się na odkładanie pieniędzy na konto oszczędnościowe. Dzięki temu, co miesiąc do puli ulokowanych tam środków wpadają dodatkowe złotówki, które... dokładają się do procentu składanego! W taki oto sposób, za sprawą minimalistycznego podejścia do wydatków, oraz rozważnemu dbaniu o finanse, zwiększam swój dochód bez dodatkowej pracy! Jeśli odpowiednio będziemy traktować nasze pieniądze, możemy liczyć na wcześniejszą emeryturę (z własnych środków), lub po prostu korzystać z dodatkowych zarobków, które niejako pojawiają się znikąd ;)

Jeśli nie słyszałeś jeszcze o procencie składanym, to koniecznie nadrób zaległości! Najlepiej zaglądnąć na blog Stabilizacja Finansowa, do wpisu o procencie składanym własnie.

źródło: pixabay.com

Jak minimalizm wpływa na samorozwój?

Czy zastanawialiście się kiedyś, czy minimalizm pomaga w samorozwoju, czy raczej go blokuje? Jak to blokuje? Bo przecież "zmusza" do porzucania niewartościowych rzeczy i relacji, "nakazuje" pozbywać się nadmiaru i ograniczać zbędną pracę. A zbędną pracą może być przecież nauka nowych umiejętności, prawda?

Oczywiście minimalizm jest świetną formą samorozwoju. Właśnie przez to, że porządkujemy swoje życie zarówno w kwestii przedmiotów, jak i w sferze psychiki (układamy sobie w głowie wartości, pozbywając się niepotrzebnych zmartwień), możemy znaleźć miejsce na rozwój osobisty. Odkąd praktykuję minimalizm jestem o wiele bardziej otwarty na naukę nowego. Podróżuję więcej, chętniej poznaję ciekawych ludzi, czytam dużo książek - a wynika to głównie z tego, że nie muszę przejmować się rozpraszaczami takimi jak porządkowanie mieszkania (bo nie bardzo jestem w stanie go zabałaganić małą ilością posiadanych rzeczy), martwić się polityką, przejmować się opiniami innych ludzi na temat mojego wyglądu. Gdyby nie minimalizm, pewnie też miałbym okazję realizować samorozwój, ale ciężko mi powiedzieć, czy przychodziłby mi on równie łatwo, co teraz!

Przed odkryciem minimalizmu do każdej nauki podchodziłem jako do wielkiego trudu, który jest konieczny, by w życiu "lepiej mi się żyło". Niestety, ale z czasem zauważałem, że pieniądze przeznaczane na kształcenie się nie przynosiły efektu. Powodem był brak organizacji czasu, oraz mnóstwo rozpraszaczy, które odciągały mnie od rzeczywistego zdobywania wiedzy. Pamiętam też, że książki które wtedy wpadały mi w ręce czytałem w celu "odhaczenia" kolejnej pozycji na liście przeczytanych. Treść momentalnie ulatywała z głowy i przez to do dziś nie jestem w stanie określić, czy daną książkę mam już za sobą, czy jednak nie.

Moim zdaniem minimalizm pomaga w zrozumieniu tego, co w życiu ważne - a przecież ciągły rozwój i zdobywanie wiedzy przez całe życie to jedna ze składowych prawdziwego szczęścia!

źródło: pixabay.com



"Minimalism: a documentary about important things" - moje wrażenia.

Dwójkę minimalistów Joshua Fields Millburna i Ryana Nicodemusa znacie zapewne z bloga theminimalists.com (którego serdecznie polecam!) i być może wiecie o tym, że całkiem niedawno, wraz z reżyserem Mattem D'Avella zrealizowali film o minimalizmie o rozbudowanym tytule "Minimalism: a documentary about important things". Ponieważ od kilkunastu dni jest on dostępny na Netfliksie, z którego okazyjnie korzystam (nie płacę comiesięcznej subskrypcji, a jedynie odnawiam ją, kiedy pojawia się na tyle interesujących mnie nowości, że uznaję to za stosowne), obejrzałem go z zainteresowaniem. Chciałbym więc podzielić się z Wami kilkoma uwagami dotyczącymi tego filmu.

Najpierw kwestie "techniczne" - film ma godzinę i 18 minut, więc jest dość długi, przynajmniej jak na produkcję dokumentalną. Ujęcia które w nim możemy zobaczyć są kręcone w profesjonalny, cieszący oko sposób. Muzyki nie ma prawie wcale, lub jest bardzo spokojna - przynajmniej nie zauważyłem, by odciągała mnie od tematu. Miałem możliwość obejrzeć film z polskimi napisami i uważam, że tłumaczenie jest bardzo dobre.

Film zaczyna się od opisu faktu, że społeczeństwo stało się mocno konsumpcyjne i aktualnie jest to duży problem szczególnie w krajach wysoko rozwiniętych. Joshua i Ryan mieszkają w Stanach Zjednoczonych i odwołują się często do przykładów z "własnego podwórka". Mnie to osobiście nie przeszkadzało, aczkolwiek osoby uczulone na amerykańskie dokumenty mogą się tym trochę denerwować. 
Następnie poznajemy krótkie opisy dzieciństwa dwójki minimalistów, które mogą wywołać łzę u niejednej wrażliwej osoby. Dowiadujemy się też jak dorastali w przekonaniu, że rzeczy i pieniądze są najważniejsze, a sukces jest miarą człowieka.
Obserwujemy też podróż promującą książkę Joshua i Ryana, którą odbyli po Stanach Zjednoczonych i widzimy, pierwsze spotkania na które przychodziła garstka ludzi, po finalne, rozbudowane wykłady dla sporej liczby osób.

W dokumencie możemy też poznać idee zmniejszania powierzchni życiowej (zamiast ogromnych domów w których większość przestrzeni się marnuje, lepiej wybrać przytulny mini-domek w którym każda rzecz jest użyteczna, a każdy kąt codziennie wykorzystywany). Dziwi mnie trochę fakt, że nie słyszałem praktycznie nic na temat "zero waste", czyli o życiu bez śmieci.

Czy warto poświęcić prawie dwie godziny na zapoznanie się z tym filmem? Myślę, że warto, szczególnie jeśli dopiero zaczyna się przygodę z minimalizmem i poszukuje się bodźców do stawiania kolejnych kroków w uporządkowywaniu i upraszczaniu swojego życia. Z kolei osoby, które żyją minimalizmem od dłuższego czasu z całą pewnością również znajdą kilka ciekawych spostrzeżeń, lub zaciekawią się postaciami znanych minimalistów.

Zachęcam do seansu!
Oficjalna strona filmu: minimalismfilm.com
Film na Netfliksie: Minimalism: a documentary about important things


theminimalists.com


Lubię worki foliowe.

Worki foliowe - temat rzeka! Dla jednych kompletnie nieekologiczne, dla innych (polecam obejrzeć ten film na kanale dr Tomasza Rożka "Nauka. To lubię")  bardziej ekologiczne, niż torby papierowe.

Dla mnie foliowe torby są po prostu wygodne. Dlatego korzystam nich podczas rowerowych wyjazdów na zakupy. Mam trzy solidne, duże reklamówki, w dodatku z logami marketów (co zupełnie mi nie przeszkadza, bo reklama na foliowej torbie raczej nie spełnia swoich celów, przynajmniej w mojej opinii). Dużym ich plusem jest to, że w przeciwieństwie do wielorazowych, materiałowych toreb, chronią zakupy przed przemoczeniem, kiedy trzeba jechać w deszczu! Wbrew pozorom, taka foliówka jest też w stanie naprawdę długo służyć, oczywiście jeśli nie poniesie nas fantazja i nie spróbujemy zapakować 10 kg zakupów do jednej z nich.

Z całą pewnością materiałowe torby wielokrotnego użytku są ładniejsze, trwalsze, być może lepsze dla środowiska. Sam staram się dbać o to, by nie pozbywać się plastiku poprzez wyrzucanie go gdzie popadnie. Jednak dwie zalety foliowych toreb przekonują mnie, że wcale nie są takie złe: chodzi mi o cenę i odporność na przemoczenie. Za trzy złote mogę spokojnie pakować moje zakupy do sakw przez kilka miesięcy!

A co Wy sądzicie o foliowych reklamówkach? Czy aby nadmierne narzekanie na ich nieekologiczność nie jest aby przesadzone? A może jednak nie warto korzystać z tego wynalazku, ze względu na zdrowie? Ciekaw jestem Waszych opinii!

źródło: pixabay.com



Krótka ankieta kierowana do minimalistów.

Mam dziś wielką prośbę, drodzy przyjaciele minimaliści! Koleżanka Sylwia pisze pracę licencjacką i zależy jej na uzyskaniu jak największej liczby odpowiedzi w ankiecie kierowanej do ludzi związanych z minimalizmem. Dlatego proszę Was o poświęcenie kilku minut i wypełnienie odpowiedzi w formularzu, który znajduje się podanym TUTAJ linku. Jest to ważne również i dla mnie, gdyż zależy mi na poszerzaniu idei minimalizmu, a przecież prace naukowe na ten temat mogą się do tego przyczynić bardzo!

Z góry wszystkim dziękuję za poświęcone 5 minut i odpowiedzi w ankiecie Sylwii! :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...