Nowości nie zawsze są super.

Temat posta może być trochę mylący, ponieważ zwykle ciągle powtarzam, że zawsze warto poznawać nowe rzeczy i pamiętać, że "dawniej" wcale nie było lepiej, a każdy kto tak twierdzi, głównie idzie za głosem sentymentu. Dziś chcę napisać o... aktualizacjach, nie tylko systemowych, wszelkiego rodzaju elektronicznych urządzeń.

Wiele osób "siedzących" w technologii często nie może doczekać się unowocześnienia smartfona, czy systemu operacyjnego w komputerze do nowej wersji, która obiecuje zwykle wiele ciekawych, świeżych funkcji, czy też opcję przyspieszenia sprzętu. Ponieważ jestem minimalistą-gadżeciażem, to i mnie dopadła mania aktualizowania wszystkiego jak leci. Do czasu...

Od pewnego momentu deaktualizuję sprzęty. W telefonie przywracam starsze wersje aplikacji i nie pozwalam na automatyczne pobieranie nowych. Dlaczego? Ponieważ nowe po prostu działały fatalnie! Niewiele ponad roczny telefon zaczął zachowywać się jakby nadawał się do wyrzucenia! Sam nazywam to programowym postarzaniem sprzętów, choć nie chcę wyjść na osobę, która wszędzie widzi spisek, ale wydaje mi się, że aplikacje są pisane w taki sposób, by dobrze działały na urządzeniach mających maksymalnie rok. Po przywróceniu części apek (najczęściej wyprodukowanych przez duże sieciowe marki) do takich sprzed roku, wszystko pracuje jak należy!
Oczywiście nie polecam "postarzać" oprogramowania związanego z przechowywaniem prywatnych danych, czy dotyczących spraw bankowych. Tu powinna sprawdzać się zasada najnowszej aktualizacji, ze względu na łatki bezpieczeństwa, które w domyśle mają chronić użytkowników.

Całkiem niedawno zmieniłem też komputer na teoretycznie gorszy. Dlaczego teoretycznie? Ponieważ wg specyfikacji jest dużo słabszy od mojego starego laptopa - a jednak praca na nim jest dla mnie dużo wygodniejsza. Z dużego, 15-sto calowego potworka przesiadłem się na mały, lekki i poręczny 10-calowy netbook. Dotykowa matryca o lepszym odwzorowaniu kolorów, fenomenalne czasy pracy na baterii i łatwość w przenoszeniu podczas podróży są dla mnie o wiele ważniejszymi zaletami, niż papierowa wydajność, czy możliwość pogrania w nowe gry. Na pewno na niejednym forum poświęconym komputerom zostałbym wręcz wyśmiany, za zakup sprzętu z tak słabym procesorem i z 32 GB dyskiem w 2018 roku - a mimo to uważam, że to wspaniałe narzędzie do moich potrzeb. I co ważne, bardzo prawdopodobne, że za stary, używany laptop wciąż dostanę więcej pieniędzy przy ewentualnej odsprzedaży, niż wydałem na nowe (choć też używane) maleństwo.

Warto zastanawiać się nad tym, czy zawsze potrzeba nowego jest konieczna do realizacji. Osobiście przestałem czekać na wszelkie aktualizacje, czy nowsze wydania - teraz testuję i... deaktualizuję, jeśli nowsze nie okaże się być lepsze...

A czy Tobie udało się przerzucić z "lepszego" na "gorsze"?? Jeśli tak, to podziel się ze mną tą informacją w komentarzu, lubię bowiem inspirować się Waszymi przeżyciami i pomysłami na upraszczanie i upiększanie życia! :)

źródło: Pixabay


Komentarze

Szczęśliwy minimalista ma konto w Nest Bank.

Popularne posty z tego bloga

10 rzeczy, których z przyjemnością pozbywają się minimaliści.

4 rzeczy na które wydaję więcej pieniędzy, odkąd zostałem minimalistą.

Ostentacyjna konsumpcja.