Przejdź do głównej zawartości

Dlaczego nie warto kupować w sklepach stacjonarnych?

Dziś temat mocno kontrowersyjny, bo jakby nie było wolałbym, by jednak stanowisko sprzedawcy zostało utrzymane, ale jednocześnie widzę (również z perspektywy "od środka" - dużą część życia spędziłem jako sprzedawca), jak zła jest obecnie forma sprzedaży towarów i usług w sklepach stacjonarnych, że zdecydowanie nie polecam tej formy dokonywania zakupów.


Na początek kilka tytułów: "doradca klienta", "specjalista do spraw sprzedaży", "specjalista do spraw obsługi klienta", "doradca finansowy" - to wszystko to piękne określenia prostego stanowiska, jakim jest po prostu sprzedawca. Marketing uczynił z handlowca "doradcą" i "specjalistą", ale niestety, w zdecydowanej większości przypadków mamy do czynienia z najzwyklejszą formą osoby odpowiedzialnej za przyjęcie pieniędzy od klienta do firmy, którą dana osoba reprezentuje.

Nie chcę, by zabrzmiało to w jakikolwiek sposób źle, ale kiedy udaję się do sklepu stacjonarnego po dany produkt, nie próbuję nawet dopytać sprzedawców o poradę - bo wiem, że takiej nie uzyskam. Mogę liczyć co najwyżej na próbę zachwalenia produktu, który w danym momencie jest w konkursie sprzedażowym, bądź taki, który koniecznie trzeba sprzedać. Stacjonarnie kupuję tylko to, po co konkretnie przyszedłem. Dotyczy się to zarówno usług jak i produktów.

Pracowałem u trzech dużych operatorów komórkowych w Polsce, celowo przekręcę nazwy, aby nie dało się ich rozpoznać ;) Zaczynałem od firmy "Stop", następnie pracowałem w firmie "Red" i niedawno zakończyłem przygodę z "Y-Mobile". W każdej z tych firm proces kształtowania sprzedawcy jest identyczny: przechodzi się szkolenie, w którym dostajemy ogrom informacji, że "klient jest najważniejszy", "badanie potrzeb to podstawa", "rozliczamy z najlepszej obsługi klienta" itd. po czym lądujemy w punkcie sprzedaży, gdzie zderzamy się z rzeczywistością, tj. "klient jest najważniejszy, pod warunkiem, że kupi u ciebie całkiem nowy produkt/usługę". Do czego to prowadzi? Ano do tego, że dla "doradcy" liczy się tylko i wyłącznie realizacja planów sprzedażowych. Nie ma znaczenia, że klient ma 80 lat i nie korzysta z internetu w telefonie - trzeba mu sprzedać dodatkową kartę sim, bo inaczej nie wyrobisz planu (sprzedażowego). Nie ma znaczenia, że w miejscu zamieszkania klienta widzisz kiepski zasięg własnych nadajników - sprzedajesz usługę, bo inaczej nie wyrobisz planu. Nie ma znaczenia, że klient nie chce nic od ciebie kupić przez telefon - masz plan na sprzedaż przez słuchawkę, więc wysyłasz produkt, kiedy tylko widzisz zawahanie w głosie pod drugiej stronie. Klient i tak w większości przypadków nie sprawdza, co podpisuje (w kilkuletniej karierze i sporej ilości umów jedynie czterech klientów poprosiło o możliwość dokładnego przeczytania umowy przed jej podpisaniem! Osobiście nie wyobrażam sobie podpisać jakąkolwiek umowę, jeśli nie zapoznam się z jej treścią!)

Raty 0%? Online bez problemu, natomiast stacjonarnie to proces walki ze sprzedawcą. Dlaczego? Bo ma on sprzedać ubezpieczenie kredytu, ewentualnie dosprzedać dodatkowy produkt - w innym wypadku będzie musiał tłumaczyć się kierownikowi, a ten jeszcze wyżej, bo przecież są plany do wykonania.

Zdaję sobie sprawę, że podobne systemy "doradztwa" działają również w bankach (sprzedaż kart kredytowych i kredytów jest najważniejsza!), sklepach z elektroniką (pamiętam, że raz pytając o poradę dotyczącą telewizora, sprzedawca polecił konkretny model, a na moje pytanie dlaczego akurat ten, odpowiedział "bo jest w promocji" - zero konkretów, opisów parametrów czy jakości). Niestety, coraz częściej mam wrażenie, że w tematach zdrowotnych również mamy "sprzedawców", a nie osoby z powołania, ale tu nie chcę się za bardzo rozpisywać, bo szkoda podpaść tak szanowanemu gronu specjalistów ;) 

W mojej opinii badanie potrzeb klienta jest podstawą dobrej sprzedaży. Zadowolony klient wraca do kogoś, kto dobrze doradził, co więcej poleca sprzedawcę swoim znajomym. Jeśli jednak presja sprzedażowa zamienia doradcę w sprzedawcę, to nie mamy czego szukać w sklepach stacjonarnych. Kupując online zaoszczędzi się sporo czasu i nerwów. 

A Ty, kupujesz jeszcze stacjonarnie?

Komentarze

  1. Przyznaję, że pod tym kątem w ogóle nie patrzyłam na zakupy! Otóż tak: ostatnio nabywałam kanapę i tutaj zakupy stacjonarne są o tyle ważne, że ja muszę tę kanapę wypróbować :) Nie mogę takiej rzeczy kupić przez internet - to znaczy kupić mogę, ale wypróbować muszę ją stacjonarnie :)) Nie lubię też kupować ubrań online bo prawie nigdy nie pasują , no chyba że skarpetki :)
    Jednakże inne zakupy.... wolę online, bo mam więcej możliwości, których często nie znajduję w tradycyjnych sklepach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja często stacjonarnie "przymierzam" rzeczy, które planuję później kupić online ;) Często jest tak, że ten sam produkt jest 30% tańszy przy zakupie przez sieć, niż w sklepie stacjonarnym.
      Dzięki za wizytę i komentarz!

      Usuń
    2. Niektóre przedmioty rzeczywiście wymagają "fizycznego oglądu" np. odzież - aczkolwiek jest tak jak napisałeś - można je przymierzyć stacjonarnie a następnie kupić online. Ja miałem przygodę w jednej z sieci z elektroniką (nazwijmy ją: Irański-Rynek) gdzie w ichniejszej informacji zamawiałem produkt online gdyż w ten sposób kosztował mniej.
      Zakupy online np. via allegro ale nie tylko dają jedną ważną rzecz o której kiedyś mogliśmy tylko pomarzyć: niemal pełny ogląd rynku i możliwość wyboru najlepszej (najtańszej) oferty. Ja jeszcze pamiętam na wykładach z ekonomii jak nas uczono o jednym z ograniczeń rynku polegającym właśnie na tym, że nie sposób zbadać wszystkich cen. No cóż - dzisiaj mamy taką możliwość. Jeśli to dobrze skalkulować to towar + transport do paczkomatu (który jest 100 m od mojego domu) jest nie do pobicia wobec ceny w sklepie stacjonarnym + koszt własnego dojazdu + (o czym trzeba również pamiętać) koszt utraconego czasu by pojechać do sklepu.

      PS. To mój kolejny post tutaj - z jednej strony nie lubię anonimowych wystąpień, z drugiej nie chciałbym epatować adresem mailowym na cały internet. Jest jakaś możliwość pośrednia? Np. Ty widzisz mój adres e-mailowy natomiast wyświetlam się tylko z imieniem...

      Usuń
    3. Hmm, z tego co wiem, to adresy email w komentarzach się nie wyświetlają do widoku publicznego, ale możliwe, że o czymś nie wiem.

      Przy zakupach internetowych właśnie poza zwykle korzystniejszą ceną, istotne jest właśnie to oszczędzanie czasu, o którym wspominasz. No i dla mnie - introwertyka - mniej okazji do odmawiania osobom próbującym wcisnąć mi coś w stylu ubezpieczenia, czy karty kredytowej ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Minimalizm i finanse. 5 propozycji inwestycji wartych rozważenia.

Pierwszy wpis w roku 2022 będzie dotyczył pieniędzy. W końcu minimalista to osoba, która rozumie wartość pieniądza i interesuje się tym, jak zadbać o własne finanse, prawda? Wiele zmieniło się w moim minimalistycznym podejściu do finansów. Kilka lat temu pisałem o konieczności oszczędzania i magii procentu składanego . Niestety, ale mniej więcej od początku 2020 roku procent składany przestał działać na korzyść oszczędzających i w wyniku postępującej inflacji (w mojej ocenie o wiele wyższej, niż oficjalne ~7%) mamy coraz gorsze warunki do pomnażania w prosty sposób (za pomocą lokat) naszych pieniędzy. Co więc zrobić, by zyskać, lub w najgorszym wypadku nie stracić tego, co już wypracowaliśmy? Oto moje propozycje - oczywiście zaznaczam, że nic w tym wpisie nie jest poradą finansow ą, jedynie moimi prywatnymi przemyśleniami. Kup złoto. Długo nie rozumiałem fenomenu złota, jednak jedna rzecz otworzyła mi oczy. Było to pytanie "czy wolałbyś dostać od pradziadka kupione przez niego w...

Minimalizm i finanse. Jak oszczędzać pieniądze?

Jedną z dobrych zmian, które pojawiają się w życiu po zastosowaniu narzędzia, jakim jest minimalizm, jest znacznie grubszy portfel, ewentualnie konto w banku z większą ilością cyferek na nim ;) Oszczędzanie pieniędzy z kolei prowadzi do dobrostanu, a nawet do wolności finansowej. Moja historia związana z pieniędzmi jest dość zawiła: zaczęła się od osoby, która założyła konto w banku bez czytania umów, na podstawie opinii innej osoby, która z finansami nie miała nic wspólnego, przez wręcz wyrzucanie pieniędzy na kompletnie niepotrzebne rzeczy, aż do chwili obecnej, gdzie mogę pozwolić sobie na korzystanie z przyjemności obserwowania wzrostu środków założonych na lokatach i koncie oszczędnościowym oraz zainwestowanych w inne produkty do pomnażania pieniędzy. Jak w ogóle zacząć oszczędzać pieniądze? Co jest najważniejsze na starcie, a co, gdy już przyjdzie"znudzenie" odkładaniem pieniędzy? O tym będzie ten poradnik minimalisty! A w nim tylko i wyłącznie sprawdzone na sobie por...

Cyfrowy minimalizm.

Cyfrowy minimalizm to pojęcie z którym coraz częściej możemy się spotkać. Pojawiły się książki opisujące ten temat, czy sporo filmów w których autorzy opowiadają o tym, czego pozbywają się w swoich smartfonach czy komputerach. Postanowiłem podzielić się z Wami również moim spojrzeniem! Jestem osobą, która ogromną część dnia spędza przy komputerze, dlatego niesamowicie ważnym dla mnie jest, by ten czas był poświęcony na rzeczy związane z moją pracą, a niekoniecznie na te, które na siłę chcą przykuć moją uwagę. Jak więc minimalizuję to, co niekonieczne? Zwykle poprzez optymalizację czasu spędzanego w cyfrowej rzeczywistości. Poniżej trochę przykładów stosowanych przeze mnie metod. Oglądam i słucham w przyspieszeniu . Filmy tematyczne na youtube czy podkasty słucham zwykle w przyspieszeniu x1.5, czasem nawet x2. Oszczędzam sporo czasu, otrzymując dokładnie tę samą treść. Mózg bardzo szybko przyzwyczaja się do takiego turbo - trybu. W moim wypadku sprawdza się to co prawda jedynie z dźwięk...