Przejdź do głównej zawartości

Posty

"Minimalism: a documentary about important things" - recenzja minimalisty.

Dwójkę minimalistów Joshua Fields Millburna i Ryana Nicodemusa znacie zapewne z bloga theminimalists.com (którego serdecznie polecam!) i być może wiecie o tym, że całkiem niedawno, wraz z reżyserem Mattem D'Avella zrealizowali film o minimalizmie o rozbudowanym tytule "Minimalism: a documentary about important things". Ponieważ od kilkunastu dni jest on dostępny na Netfliksie, z którego okazyjnie korzystam (nie płacę comiesięcznej subskrypcji, a jedynie odnawiam ją, kiedy pojawia się na tyle interesujących mnie nowości, że uznaję to za stosowne), obejrzałem go z zainteresowaniem. Chciałbym więc podzielić się z Wami kilkoma uwagami dotyczącymi tego filmu. Najpierw kwestie "techniczne" - film ma godzinę i 18 minut, więc jest dość długi, przynajmniej jak na produkcję dokumentalną. Ujęcia które w nim możemy zobaczyć są kręcone w profesjonalny, cieszący oko sposób. Muzyki nie ma prawie wcale, lub jest bardzo spokojna - przynajmniej nie zauważyłem, by odciągała ...

Lubię worki foliowe.

Worki foliowe - temat rzeka! Dla jednych kompletnie nieekologiczne, dla innych (polecam obejrzeć  film "Papier czy plastik?"   na kanale dr Tomasza Rożka "Nauka. To lubię") bardziej ekologiczne, niż torby papierowe. Dla mnie foliowe torby są po prostu wygodne. Dlatego korzystam nich podczas rowerowych wyjazdów na zakupy. Mam trzy solidne, duże reklamówki, w dodatku z logami marketów (co zupełnie mi nie przeszkadza, bo reklama na foliowej torbie raczej nie spełnia swoich celów, przynajmniej w mojej opinii). Dużym ich plusem jest to, że w przeciwieństwie do wielorazowych, materiałowych toreb, chronią zakupy przed przemoczeniem, kiedy trzeba jechać w deszczu! Wbrew pozorom, taka foliówka jest też w stanie naprawdę długo służyć, oczywiście jeśli nie poniesie nas fantazja i nie spróbujemy zapakować 10 kg zakupów do jednej z nich. Z całą pewnością materiałowe torby wielokrotnego użytku są ładniejsze, trwalsze, być może lepsze dla środowiska. Sam staram się dbać o t...

"Magia olewania" Sarah Knight - recenzja książki.

Stało się! Pierwszy raz pojawi się u mnie książka, której nie polecę. I to nie dlatego, że porusza nieciekawy temat - wszak umiejętność "olewania" to niesamowicie przydatna w dzisiejszych czasach sprawa! Zapraszam do sprawdzenia mojej opinii o książce "Magia olewania" Sarah Knight. Książka jest krótka ok. 180 stron, więc spodziewałem się konkretnych, rzeczowych tekstów związanych z tematem. Jednak czytając ją miałem wrażenie, że składa się głównie z "lania wody". Pisana jest przez kobietę i dla kobiet, więc nie jest niestety uniwersalną pozycją w domowej biblioteczce.  Nie podoba mi się tutaj nawiązywanie do książek Marie Kondo, konkretniej do "Magii sprzątania", ponieważ "Magia olewania" nijak nie wiąże się z twórczością japońskiej autorki (a podobny tytuł i okładkę rozumiem jako formę marketingu, który polega na skopiowaniu lepszego i oczekiwania, że na zasadzie skojarzeń gorszy produkt sprzeda się równie dobrze.). Sarah Knight...

Wolny czas.

Od pewnego czasu nie publikuję za wiele na blogu. Już tłumaczę, dlaczego! Postanowiłem sobie bowiem, że w wolnych od pracy chwilach chcę koncentrować się na efektywnym wypoczynku. Efektywnym, czyli niekoniecznie aktywnym. Zwykłe lenistwo i drzemka w ciągu dnia jest w moim odczuciu równie minimalistyczną formą spędzania czasu, jak obowiązkowe, wiosenne sprzątanie, czy czytanie książek (a tych ostatnio pochłaniam coraz więcej - to też niejako tłumaczy, dlaczego nie piszę za dużo: bo w wolnych chwilach czytam ;) ). W wolnym czasie staram się również uczyć języków obcych. Podróżowanie sprawia, że chce się poznawać nowych ludzi i móc z nimi się po prostu porozumieć. Dlatego też przestałem traktować naukę języka jako "samorozwój" (który kojarzy mi się z pracą), a zacząłem podchodzić do niej jak do relaksu. Dzięki tej prostej zmianie zawsze znajduję przynajmniej 15 minut na pogłębianie zdolności językowych. Często mówi się, że dobry wypoczynek to taki, który jest aktywny. ...

"Sztuka zachowywania umiaru" Anselm Grun O.S.B. - recenzja książki.

Chciałbym dziś zapoznać Was z pozycją książkową znanego benedyktyńskiego pisarza, ojca Anselma Gruna, "Sztuka zachowywania umiaru" . Lektura ta wpadła w moje ręce całkiem przypadkiem (oczywiście w postaci e-booka) i porwała mnie w całości! Właściwie w całej książce nie ma chyba użytego wyrazu "minimalizm", ale całość traktuje jak najbardziej o właśnie tym temacie. Umiar i zdrowy rozsądek jest tu podkreślany jako sposób na osiągnięcie spokoju i szczęścia. Ojciec Anselm zauważa, że nadmiar rzeczy służy często do przykrywania pustki, jaką mamy wewnątrz i radzi, by nauczyć się koncentrować na własnych prawdziwych potrzebach, a nie np. na spełnianiu zachcianek i wymagań jakie stawiają nam w życiu inni. Książka objętościowo jest niewielka, ma raptem 184 strony. Jest napisana prostym, łatwym w odbiorze językiem, dlatego też czyta się ją bardzo szybko. Zaskoczyła mnie bardzo trafnymi przemyśleniami i prostymi radami, które łatwo wdrożyć do swoich codziennych praktyk. ...

Holenderskie inspiracje.

Od miesiąca mieszkam i pracuję w Holandii, dzięki czemu mam możliwość poprzyglądać się tutejszym zwyczajom i codzienności. Chcę Wam opowiedzieć o trzech sprawach, które mogą być mocno inspirujące dla minimalistów i trochę zaskakujące dla osób mieszkających w Polsce. Rowery - niby oczywistość, bo każdy mówi, że Holandia to kraj rowerów. Jednak przyjeżdżając tutaj i widząc jak to wygląda w rzeczywistości, naprawdę można się zdziwić. Drogi rowerowe są fantastycznie utrzymane, oświetlone i szerokie, czasami tak bardzo, jak zwykła ulica dla samochodów. Ludzie rowerami poruszają się często, zwykle mają je wyposażone w sakwę i/lub koszyk na kierownicy, by móc przewozić zakupy. Widziałem też rowery z dwoma dodatkowymi siodełkami dla dzieci - nikt tu nie twierdzi, że przewożenie maluchów jest niebezpieczne, słyszałem nawet opinię, że dzieci zanim nauczą się chodzić, najpierw uczą się poruszać na rowerze ;) Jednośladem Holendrzy poruszają się praktycznie niezależnie od temperatury. Co już ca...

Na co przestałem wydawać pieniądze?

Ostatnio pisałem Wam o tym, na co wydaję pieniądze. Dziś z kolei chcę napisać o tym, na co przestałem wydawać pieniądze, a na co wydawałem, przed odkryciem minimalizmu. kolorowe magazyny - dawniej prenumerowałem papierowe miesięczniki związane z fotografią, sportem, komputerami (czyli tym, co mnie interesowało). Dziś w dobie internetu nie czuję potrzeby czytania artykułów w pismach branżowych, gdyż większość dobrych tekstów można znaleźć w internecie. papierowe książki - od momentu zakupu e-czytnika i wykupieniu miesięcznego abonamentu na dostęp do sporej bazy e-booków , w ogóle nie interesuje mnie odwiedzanie księgarni, czy bibliotek ;) Do zakupu czytnika zabierałem się dwa lata, ciągle tłumacząc sobie, że jest nieminimalistycznym gadżetem, ale dziś uważam, że był to jeden z najlepszych zakupów na jakie zdecydowałem się w życiu. Tu gdzie aktualnie mieszkam nie mam dostępu do polskich książek, za to do e-booków jak najbardziej! płyty CD - byłem kolekcjonerem, uwielbiałem kupowa...